Opowieść bez zakończenia

Gniazdo, z którego przepędzono ptaki, porywa wichura, strąca grad albo przerasta je zielsko. Dwór opuszczony przez ludzi i ich prawo, podlega prawom natury – podobnie jak ptasie gniazdo, zwalone wiatrem drzewo czy krucha, bo wapienna, skała. Kiedy wpatrzymy się w polski krajobraz, widzimy wiele śladów. Tu prowadząca donikąd aleja, tam na wzgórzu – skupisko starych lip otacza gęstwinę pokrzyw; gdzieś dopala się dworska studnia, świecą odsłonięte, wyszczerbione fundamenty; między ścianami salonu rozpiera się las kilkudziesięcioletnich drzew. Bywają też i rezerwaty – zimne, bezosobowe mury muzeum, siedziby jakiejś Dyrekcji czy Zarządu; restauracja, podejrzany hotelik.

Wiele lat stąpaliśmy po takich śladach, zanim dotarliśmy na Wysoką. XVI-wieczny, murowany z kamienia i cegły dwór, już fachowo wypatroszony, czekał na mumifikację. Szczęściem dla nas krakowski Almatur, przygotowując tu trzydzieści lat temu szkielet kolejnego stylowego pensjonatu, dokonał takich zniszczeń w konstrukcji budynku, że nie tylko on sam się zląkł i odstąpił, ale odstraszył również kilku kolejnych nabywców.

Zamieszkaliśmy w ruinie. Wśród chmur wapiennego pyłu, bez jakichkolwiek życiowych udogodnień, z dwojgiem małych dzieci. Ale i z dwiema lutniami. z XVI-wieczną muzyką, która tu, w tych biednych, poszarpanych murach poczuła się naprawdę u siebie i – sobą. Nasz dwór, jakby rozgrzany od wewnątrz tą odrobiną życia, iskierką światła (tak przecież wyglądało nocą jarzące się w tej ponurej bryle jedyne zamieszkałe okno), nad podziw szybko przyszedł do siebie – stał się Domem.

Jest w nim kuchnia – szumi czajnik na rozgrzanej płycie; jest biblioteka, gdzie studiować można lutniowe tabulatury, śpiewać w czterogłosie psalmy z faksymilowych wydań Mikołaja Gomółki albo zwyczajnie pogrążyć się w lekturze Herberta czy słuchaniu Keitha Jarretta.

Jest też salon, w zgodzie z dworską tradycją lodowaty (ale gdy się zapali w kominku, to proszę siadać!) i w sprzeczności z tąże – umeblowany orawskimi skrzyniami i ławami. Biegają dzieci, szczeka pies – jak to w domu. Czasem zapada cisza. Jej najdoskonalszym dźwiękiem, jej emanacją jest dźwięk XVI-wiecznej lutni. Dla nas jest ona ochłodą myśli utrapionych (Kochanowski). Ma wielką moc przyciągania. Gromadzą się wokół niej młodzi ludzie, tęskniący za dawną wszechogarniającą harmonią. Dla nich bywa wtedy lutnia wodzem tańców i pieśni uczonych (Kochanowski). Pieśni te śpiewa Bractwo Lutni – czasem na Wysokiej, we dworze, w krakowskich i okolicznych kościołach; a także w wielu miejscach w Polsce i poza jej granicami. Usłyszeć je można również na comiesięcznych spotkaniach Akademii Lutni. Jest to całkowicie otwarta forma studiowania dawnej kultury i muzyki – przede wszystkim poprzez wspólny śpiew, poznawanie XVI-wiecznego repertuaru, notacji, techniki wokalnej, podstaw filozofii. Dzięki tym spotkaniom poszerzył się też krąg osób bezpośrednio zainteresowanych muzyką lutniową.

By stworzyć trwałe podstawy dalszych działań, zarejestrowaliśmy we dworze na Wysokiej Fundację Lutnia Staropolska. Jej – a więc naszą – podstawową misją jest dążenie do tego, by wartości dawnej kultury przenikały do współczesności, pomagając dzisiejszemu człowiekowi odnaleźć siebie wśród maszyn i komputerów oraz radość tworzenia wobec natarcia mass-mediów, pomagając przywrócić zapomnianą dawno – harmoniam mundi. Służymy temu celowi poprzez nasze koncerty i audycje dla szkół, poprzez powołanie do życia Akademii Lutni, teatralnego Zespołu Dzieci z Wysokiej oraz organizowanie spotkań, które ożywiają ducha dawnej modlitwy i dawnej biesiady. Na miarę naszych możliwości staramy się pomagać – również materialnie – tym, którzy studiują dawną muzykę czy budowę instrumentów według renesansowych wzorów. Nade wszystko zaś służy tej misji dwór, w którym chcielibyśmy powtórzyć za Janem Kochanowskim:

Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;
Raczysz błogosławieństwo dać do końca swoje.
Inszy niechaj pałace marmórowe mają
I szczerym złotogłowem ściany obijają,
Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,
A ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym,
Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością,
Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

Anna Madeyska, 1993

Comments are closed.