Strona główna | Wstęp | Pątnik | Posłuchaj
Moją drogę chcę rozpocząć w miejscu urodzenia, w cudownej Krainie Przemyskiej gdzie upłynęła mi też młodość na wędrówkach po lasach i wysiedlonych, opustoszałych wsiach ukraińskich, gdzie chłonąłem nad brzegiem Sanu atmosferę tego niezwykłego Miasta niosącego pospołu tradycje polską, ruską i żydowską o czeskiej, austriackiej i tatarskiej nie wspominając, gdzie zrujnowany jeszcze ale wciąż świetny i potężny krasiczyński Zamek i nasz przemyski, budziły w sercu może pierwsze drgnienia w stronę nieznanej mi jeszcze lutni. Z rodzinnego Małego Kruhela oczywiście na Kalwarię Pacłowsą, potem do Krasiczyna a dalej już górami przez Sanok, Jasło, Biecz, i Sącze do Krakowa. Z Krakowa, przez Wysoką do Rzymu i Bóg raczy wiedzieć gdzie jeszcze. Jest tyle miejsc i tyle dróg, które chciałbym przejść, ale wszystkie są w ręku Opatrzności i to Ona mnie poprowadzi. A więc zapraszam na spotkanie z Tośkiem z Kruhela, bandurzystą jakimś (parafrazując pogardliwą wypowiedź jednego ze stronników Zborowskich o Wojciechu Długoraju, moim Mistrzu z XVI w.) i proszę o umożliwienie i pomoc w zorganizowaniu takiegoż. Moje wymagania są skromne. Z radością przyjmę gościnę w kościele po Mszy Św. lub jakimś innym zabytkowym wnętrzu. najlepiej z XVI, XVII w. Poproszę przy tym o nocleg i wieczerzę, którą okraszę pieśnią i wesołym słowem. A nazajutrz w wdzięcznością przyjmę pomoc w przetransportowaniu mojego pątniczego wozu w dalsze 20 km, które ja postaram się przejść piechotą, wszystko na chwałę bożą, nie gardząc jednakowoż jakim skromnym datkiem na potrzeby, bądź rodziny, bądź fundacji Lutnia Staropolska, która tę całą pięć organizuje. Kończąc, serdecznie dzięki Wszystkim Szlachetnym i Zacnym Promotorom składam i w modlitwie pątniczej ich szczęście i zdrowie Bogu Polecam. Antoni Pilch - Tośku z Kruhela, przemyski bandurzysta i lutnista |
Contents copyright by Krzysztof Gacek |
Z naszego pejzażu i muzycznego i przyrodniczego zniknęli już dawno wędrowcy. Nie ma już cygańskich taborów, nie ma dziadów lirników, nie ma wędrujących z wesela na wesele muzykantów. Kto, kiedy i gdzie, widział wędrującego lutnistę? A przecież żeby prawdziwie ukazać istotę muzyki lutniowej XVI w trzeba właśnie lutnisty pielgrzyma, który w swej grze pomieści nie tylko piękne dźwięki lutniowych kompozycji, i pieśni i poezji ale zawrze w niej także przeżycie codziennej wędrówki i obraz tych przepływających przed jego oczami krajobrazów. Dlatego u schyłku mojego lutniowego żywota, który upłynął mi na nieustannych poszukiwaniach formy, adekwatnej do tak trudnej dziś do dostrzeżenia renesansowej prawdy, który zaprowadził mnie na studia do Anglii, gdzie spędziłem dwa cudowne lata w The Early Music Centre, uzyskując dyplom Associate to the Royal College of Music, a potem, już w Polsce, postawił na mojej drodze XVI-wieczny dwór na Wysokiej i sprowadził do mojego stołu gości grających i śpiewających z obszaru całej dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, postanowiłem wyruszyć na pąć czyli pielgrzymkę.